Parafia Nasielsk

Niedzielny Gość

W niedzielę gościliśmy misjonarkę s. Danutę Padykułę ze zgromadzenia Franciszkanki Misjonarki Maryi, która pracuje w Kongo Brazza. Siostra dzieliła się swoim doświadczeniem misyjnym oraz po mszy św. zbierała ofiary na misje.  Wszystkich składa serdeczne Bóg zapłać za modlitwę i ofiary!

Zdjęcia w Galerii nr 3


 
S. Danuta 24.04.2005 roku w Gnieźnie otrzymała krzyż misyjny.

 
 Dane do s. Danuty:

s. Danuta Padykuła
B.P 198
Brazzaville Rep. Du Congo Afryka

Konto w Polsce

Właściciel konta: Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Misjonarek Miłości, ul Racławicka 14, 02-601 Warszawa
Nr konta: 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886 Pekao SA - na potrzeby misyjene s. Danuty Padykuły


Fribourg, 18 września AD 2006
Zmieścić historię powołania w kilku zdaniach, to tak jakby usiłować przelać morze do małego kubeczka. Mimo wszystko spróbuje.

Mam na imię Danuta i dwa lata temu złożyłam Bogu śluby wieczyste w Zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi, po dziesięciu latach formacji. Nigdy bym nie przypuszczała, że "wyląduje w klasztorze", tym bardziej, ze rodzina zawsze była dla mnie ważna.

Jako nastolatka marzyłam o kochanym i kochającym mężu, o dwójce dzieci, o domu z ogródkiem…, ale przede wszystkim o wspólnocie miłości, którą mieliśmy wszyscy tworzyć. I okazało się, ze tak właśnie miało być...

Gdy skończyłam Liceum Medyczne, chciałam wyjechać jako świecka na 2-letni kontrakt do Peru, by pomagać w opiece nad opuszczonymi dziećmi, ale możliwość podjęcia pracy w szpitalu oddaliła na dwa lata ten projekt, który pozostawał nieco przyćmiony, ale obecny w moim sercu. Czas pracy zawodowej, którą kochałam, był też czasem nowych znajomości, przyjaźni “chodzenia"… nie czułam się jednak gotowa by już podjąć życie małżeńskie, jeszcze nie teraz…

Gdy przyszło lato 2004 roku, czułam w sercu, ze przyszedł czas podjęcia decyzji, ze nie mogę czekać dłużej. Przed pielgrzymka na Jasną Górę powiedziałam mojej Oddziałowej, bez ujawnienia szczegółów, ze we wrześniu lub w październiku zwolnię etat. Myślałam o Peru. Wolna jak ptak, chciałam poszybować tam, gdzie wydawało mi się, ze mogę się zrealizować, pomagając innym.. Na 100% byłam pewna, ze decyzja musi być podjęta. Na 98% byłam zdecydowana-Peru.

Podczas pielgrzymki, z Wrocławia na Jasna Gore, która trwała od 06 do 15 sierpnia, wydarzyło się cos, co zmieniło tok spraw. Żadne objawienie, zwykła rozmowa ze znajomym ojcem franciszkaninem, który wysłuchawszy opowieści o moich planach zapytał spokojnie: “Dana, czy ty przed czymś nie uciekasz?"
“Klasztor - w życiu" (czyt. Nigdy!) wyrzuciłam z siebie i do dziś zastanawiam się, dlaczego nie powiedziałam “rodzina". “Wbił klina" w moje serce, które od tej pory nie zaznało pokoju. Gdy go prosiłam by mi powiedział, co mam czynić, “bo wszystko mi runęło", poradził, bym pytała Jezusa, którego mam w sobie - niewiele z tego zrozumiałam.

Kilka dni po powrocie z pielgrzymki, gdy już nie umiałam się modlić i zrezygnowałam z “dobijania się" o odpowiedź, co do mojej przyszłości, w książeczce "O naśladowaniu Chrystusa", trafiłam na tekst, słowo Pana Jezusa, do swego ucznia: “Cokolwiek byś dawał, nie dając mi siebie, mam to za nic, bo nie darów twoich szukam, ale ciebie samego" " już wiedziałam - Klasztor. 3 tygodnie później byłam już u FMM na przygotowaniu przed wstąpieniem do postulatu.( Musze tu dodać, ze nie znałam Sióstr. Miałam tylko mały folderek ich zgromadzenia z kilkoma ważnymi informacjami, który kiedyś przyniosłam z kościoła do domu, bo miał w nazwie Franciszkanki, a mnie fascynował św. Franciszek z Asyżu - Boży szaleniec, który porzucił wszystko, by żyć dla Miłości i za regule swego życia obrał Ewangelie).

Zostałam przyjęta, ale decyzja podjęta dość szybko potrzebowała zweryfikowania… Wątpliwości, co do prawdziwości mojego powołania zakonnego trawiły mnie od drugiego roku pobytu w klasztorze niemalże do dnia ślubów wieczystych. Pytanie, czy to Bóg tego chce, czy może to tylko moje pragnienie, z większym czy mniejszym natężeniem wracało do mnie jak bumerang budząc lęk, ze się pomyliłam, a jeśli tak, jestem przegrana, bo Bóg nie pobłogosławi temu, kto robi wbrew Jego woli " tak to rozumiałam.

Wątpliwości odeszły wraz ze złożeniem ślubów wieczystych. Dziś wiem, do Kogo należę i ze jestem na drodze, na której Pan Bóg chciał i chce mnie mieć, by uczynić moje życie szczęśliwym.

(Tu musze wyrazić moja wdzięczność Panu Bogu za moje kochane Siostry, które mi dał jako pomoc w drodze, bym nie zginęła, i za Kapłanów, z których posługi sakramentalnej i pomocy duchowej korzystałam i korzystam).

Pan spełnił moje najskrytsze marzenia. Dal mi za Oblubieńca swego Syna Jezusa Chrystusa -czy ktoś inny mógłby mnie bardziej pokochać? Co do dzieci, realizuje moje pragnienie macierzyństwa w sposób przeobfity dając mi “za dzieci “Siostry i Braci całego świata, których mam kochać ," tak jak On mnie, nas ukochał" i którym mam nieść Dobra Nowinę, o Zbawieniu, które dla nas wysłużył swoją Męką, Śmiercią i Zmartwychwstaniem .

To, co wypełnia moje serce, to wdzięczność i jedyne pragnienie: być wierna Panu do końca, wierna Miłości, wierna powołaniu.

Gdyby tego było mało, Pan zrealizował w całej pełni moje pragnienie udziału w misyjnej posłudze Kościoła. Przyprowadził mnie do FMM i w dniu zaślubin posyłał mnie bym “pracowała w Jego winnicy" w Kongo " Brazzawille w Afryce.

Kochani, Siostry i Bracia w Panu naszym Jezusie Chrystusie, którzy czytacie to świadectwo, proszę Was choćby o jedno Zdrowaś… nie tylko za mnie, za wszystkich powołanych do szczególnej służby w Kościele. Ze swej strony proszę Pana by i Was błogosławił i umacniał w wierności Waszemu powołaniu, które dla Was, jak moje dla mnie, jest droga do świętości.

"Niech Pan Wam Błogosławi i niech Was strzeże"
Za św. Franciszkiem z Asyżu,

s. Danuta Padykula, z daru laski Bożej
franciszkanka misjonarka Maryi,
posłana do Kościoła w Kongo-Brazzawille